Harmonia jest naturalnym stan wszystkiego. Człowieka, ducha, natury, wina
Robert Gilvesy to ktoś, kogo poznajesz od razu po tym, jak opowiada o swojej ziemi. Urodził się w Kanadzie, ale korzenie i pamięć o badaczyńskich stokach Szent György‑hegy były w nim zawsze obecne. Kiedy wrócił do kraju w 2012 roku, nie szukał łatwych rozwiązań - przejął winnice na tej starej, wulkanicznej ziemi i zaczął robić to, co uważał za najważniejsze: słuchać miejsca i pracować z tym, co daje natura.
Szent György‑hegy nie jest uniwersalny — to pagórek o glebie ukształtowanej przez miliony lat wulkanicznej aktywności, z popcornowymi formacjami bazaltu i tufów, które nadal opowiadają swoją historię w strukturze ziemi. To właśnie ta gleba i klimat nad północnym Balatonem nadają winom ich charakter: mineralny puls, świeżość i pewną wewnętrzną energię, o której mówisz później przy kieliszku.
Przy pracy w winnicy Robert nie robi rzeczy dlatego, że tak robi się „w ogóle”. Każde nasadzenie, każda parcela ma swoją historię – część winorośli ma już swoje lata, część jest młodsza, ale wszystkie dojrzewają w tym samym rytmie słońca i wiatru, które schodzi od Balatonu. To nie są wina pod modę - Gilvesy wyrósł z decyzji «tu właśnie chce mi się robić wino» i trzyma się tego konsekwentnie.
Rozmawiając z Robertem, łatwo zauważyć, jak bardzo szanuje klimat i geologię miejsca. Nie opowiada o winnicach w abstrakcyjny sposób, tylko na konkretnych obrazach: jak gleba „przemawia”, jak zmienia się światło na stokach, jak każde wino inaczej odpowiada na ten sam Balaton wiatr. Ta relacja miejsca i winiarza naprawdę czuć w kieliszku- to nie jest tylko rytuał produkcji, to dialog z terroir, który wino przyjmuje i oddaje dalej
Wina